sobota, 4 sierpnia 2012

Serwetka

Kilka postów temu, wspominałam, że przydałaby mi się maszyna do szycia. Szczególnie dotkliwie jej brak odczułam, gdy postanowiłam zmajstrować sobie serwetkę do koszyczka z chlebem. Najpierw musiałam podwinąć brzegi, potem jeszcze raz je podwinąć (len się bardzo strzępi) a po wyhaftowaniu niewielkiego wzoru (znów haft kujawski) jeszcze przyszyć koronkę. Maszyna zdecydowanie przyspieszyłaby pracę. Oto i serwetka:


Poniższe zdjęcie robione było w pośpiechu, więc koszyk nieco za mały a nieobecny w domu chleb musiałam zastąpić innym wypełniaczem :) Ale generalnie widać o co chodzi.


Marzy mi się maszyna do szycia. Niestety mam mocno okrojony budżet i zastanawiam się nad miniaturkami maszyn, które są w sprzedaży po zdecydowanie niższej cenie. Czy ktoś takiej używa i mógłby podzielić się doświadczeniami? Warto takie cudo sobie sprawić? Czy może lepiej poczekać, zaoszczędzić i kupić pełnowymiarową maszynę? Gdyby ktoś zechciał się podzielić opinią, to byłabym wdzięczna.

wtorek, 31 lipca 2012

Okrągło

Szanowni Czytacze! (legenda i statystyki twierdzą, że są tacy;) ) Mam zaszczyt zaprezentować pierwszy w moim wykonaniu woreczek z okrągłym dnem.  Wzór kwiatów zaczerpnięty z haftów kujawskich. Zielona część worka - będąca jednocześnie podszewką - to poszewka na jaśka wykopana gdzieś za 2 zł. Recykling u mnie idzie pełną parą (niekoniecznie z powodów ekologicznych - bardziej z ekonomicznych). Zszyty krzywo, co fantastycznie i zupełnie niezamierzenie obnażyłam na zdjęciu. Kolejny okrągły worek jest już na tamborku i będzie prosty ;)

wtorek, 17 lipca 2012

Krowy w moim życiu

Lubię krowy. Zarówno zwierzęta jak i element dekoratorski. Wychowałam się w mieście - mój blok rodzinny stoi na osiedlu znajdującym się na obrzeżach 30-tysięcznego miasta, ale gdy tam zamieszkaliśmy  - 24 lata temu -  osiedle wciąż się budowało, a obok niego znajdowały się łąki, na których wypasano krowy z pobliskich gospodarstw. Chodziłam tam na spacery z psem i zakolegowałam się z jedną z krów (tak, tak, słyszę jak to brzmi ;) ). Miała szorstki język i ucięty jeden róg.  Nazwałam ją Franią, chodziłam do niej na pogawędki i przynosiłam najlepsze trawy. To był początek mojej miłości do krów. Potem -  w czasie wakacji spędzanych u Babci po drugiej stronie tego samego miasta - chodziłam do pobliskiego gospodarstwa należącego do szkoły rolniczej,  "po mleko". Za każdym razem zachodziłam do chlewika i obowiązkowo do obory - przywitać się z krowami. Krowie sympatie zostały mi do dziś, choć mieszkam w jednym z największych polskich miast i rzadko widuję krowy na żywo. W moim telefonie muczy krowa, za każdym razem gdy przychodzi sms. 
Uwielbiam cukierki krówki (jarzębinowe rządzą :) ) 

zdjęcie znalezione w Internecie

a od jakiegoś czasu lubię mieć rzeczy użytkowe z motywem krowy. 


Na fali miłości do krów popełniłam sto lat temu taki obrazek. Rozważam zakupienie kwadratowej ramki i zawieszenie go na ścianie w sypialni.


Do kompletu jest jeszcze świnka, ale nie o świnkach jest ten post :)

sobota, 30 czerwca 2012

Znów worek

Po obrusowych mękach, rzuciłam sobie na warsztat kilka mniejszych robótek. Zakładka do książki, etui do torebki, jakiś chustecznik. Wszystko "po raz pierwszy" więc krzywe, koślawe i niedopracowane. No ale ponoć człowiek uczy się na błędach, wnioski wysnułam i następne egzemplarze powinny się nadawać już do pokazania :) Póki co, pokazuję lniany woreczek, który zrobiłam dla odprężenia. Wciąż walczę z cieniowaniem i haftem łowickim. Podszewką jest poszewka na jaśka, którą zakupiłam jakiś czas temu właśnie z myślą o workach. Coraz dotkliwiej odczuwam brak maszyny, szycie ręczne jest bardzo mozolne i dało mi w kość przy pracy, którą pokażę w jednym z kolejnych postów (o ile się z nią uporam).


niedziela, 6 maja 2012

Skansen wsi łowickiej

Ponieważ sezon na dalsze i bliższe wędrówki już się rozpoczął, to  polecam - szczególnie miłośnikom  folkloru i sztuki ludowej - wizytę w skansenie w Maurzycach. Znajduje się on w woj. łódzkim, 7 km od Łowicza. Uwielbiam tam zaglądać i za każdym razem kiedy tam jestem, mam wrażenie, że znajduję się w innym świecie. Na 17 hektarach odtworzono wieś, zgromadzono chaty łowickie wraz z wyposażeniem z różnych okresów, kościół, wiatrak "koźlak", a nawet wozy strażackie i remizę!
Dojazd nie jest problematyczny: samochodem zjeżdża się z trasy Poznań - Warszawa, można też dojechać do Łowicza pociągiem/autobusem i z Łowicza PKSem, można też (to mój ulubiony sposób :) ) na pieszo z Łowicza wzdłuż  Bzury, przez pola.
Więcej szczegółów na stronach: http://www.skanseny.net/skansen/maurzyce i http://muzeum.low.pl/skansen.htm a poniżej niewielki, bardzo niewielki, wycinek tego co można tam zobaczyć.












Przy okazji wizyty w Maurzycach można warto odwiedzić też Łowicz oraz Nieborów i Arkadię.
Polecam z całego serca, naprawdę.

środa, 2 maja 2012

SKOŃCZYŁAM!

Bujałam się z tym ponad 4 miesiące i na szczęście już skończyłam. Okrutnie się dłuży haft, gdy trzeba powtarzać go kilkakrotnie. Dziś zupełnie inaczej dobrałabym kolory, pobawiła z cieniowaniem, inaczej położyła nitkę, nie mogłam jednak w trakcie roboty zmieniać koncepcji. Nie mogłabym wypruć tego co już zrobiłam aby zacząć jeszcze raz, wg nowego pomysłu :) więc dociągnęłam zgodnie ze starymi założeniami. Pierwsze koty za płoty :) poniżej efekt mojej pracy. Na meble i dywan proszę nie zwracać uwagi, wynajmowane są wraz z mieszkaniem. Oto on, tadaaaam!



Edit: kurka, nie doprasowałam go...

czwartek, 29 marca 2012

Przerywnika ciąg dalszy

W ramach przerwy w haftowaniu obrusa (zostało mi już tylko niecałe dwa bukiety, ufff...) zmajstrowałam papiery z poprzedniego posta i kartki. Z owych kartek tylko dwie się odważę pokazać, resztę trzymam w szufladzie "ku pamięci" czego i jak nie robić :)