poniedziałek, 22 października 2012

Rocznicowa

Przedstawiam kolejną kartkę. Już takie były, tylko w innej kolorystyce i z innymi dodatkami.
Ta jest prezentem na drugą rocznicę ślubu moich nie-teściów :). Kolor zdjęcia dziwaczny, bo robione wczesnym niedzielnym porankiem. Próbowałam coś z tym zrobić, ale balans bieli poszedł się bujać...


Zaniedbałam okrutnie bloga, a i trochę robótki. Niby coś tam ścibolę tylko:
a) nie wychodzi tak jakbym chciała
b) nie mam mocy na wykończenie dzieła.
Jesień jest zachwycająca, ale dopadła mnie jakaś dziwna niemoc twórcza. Najchętniej siedziałabym gapiąc się na mgłę i drzewa. Nic mi się nie chce.

piątek, 14 września 2012

Kartka, stempelki i łowickie róże.

Zmajstrowałam kartkę. Do jej wykonania wykorzystałam jeden z własnych papierów, które pokazałam tutaj. Proces tworzenia takiej kartki trwa u mnie długo bo rzadko miewam pomysł zanim się zabiorę do roboty. Dopiero jak już zasiądę, rozłożę swoje szpargały i zaczynam na nie patrzeć, zaczyna się rodzić koncepcja. Moje kartki są bardzo proste. Chciałabym się nauczyć przede wszystkim robić wszystko równo i czysto, a mam problem z klejem. Nijak nie umiem przykleić wstążki tak, aby nie było widać kleju i aby nic nie odstawało na załamaniu wstążki. Czy ktoś mógłby wspomóc mnie podpowiedzią, jak kleić żeby było ładnie?



Podczas moich urlopowych wojaży, dotarłam do pewnej Biedronki w Stroniu Śląskim, w której znalazła takie oto stemple i postanowiłam przywieźć je, jako pamiątkę z Sudetów (oprócz robionego własnoręcznie albumu z podróży i kilogramów szyszek ;) ).Tylko czy będę umiała je wykorzystać do kartek?


Na koniec pochwalę się tym co mam na tamborku: typowo łowicki wzór - bukiet z trzech róż. Pierwszy raz haftuję róże i już się nie mogę doczekać efektu końcowego. Ciekawa jestem czy podołam.



niedziela, 2 września 2012

Kolejny skansen


Witajcie.  Obijałam się przez dwa tygodnie w Kotlinie Kłodzkiej, drepcząc, zwiedzając i z zapałem cykając zdjęcia. Mapa zaprowadziła mnie do Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Pstrążnej. Trafiłam tam na pół godziny przed jego zamknięciem, ale jako rasowa skansenomaniaczka, nie mogłam sobie odmówić przyjemności zwiedzenia go choćby w galopie. Skansen jest bardzo mały w porównaniu z prezentowanym przeze mnie skansenem łowickim  więc zdołałam go - co prawda nie tak dokładnie jak chciałam, ale jednak - obejrzeć .
Muzeum - Skansen powstało w 1984 r. jako oddział Muzeum Regionalnego w Wałbrzychu.
Wystawę stałą stanowią zabytkowe obiekty drewnianej architektury ludowej pogórza sudeckiego. Domy cieszą oczy nie tylko kunsztowną konstrukcją – dowodem mistrzostwa dawnych cieślów, ale i zachowanymi starymi meblami i sprzętami gospodarskimi z XVIII, XIX i początków XX w.
Muzeum - Skansen położony jest na rozległym stoku (od 515 do 590 m npm). Od strony zbocza zlokalizowana była kopalnia węgla kamiennego, obecnie nieczynna. Taką informację podano na stronie internetowej skansenu. Od siebie dodam, że klimat tam panuje bajkowy, pozwalający zupełnie  oderwać się od rzeczywistości i cywilizacji.  Poniżej fotorelacja - zdjęcia nie są mojego autorstwa. Tak się zagapiłam na wszystko co wokół, że zapomniałam o fotografowaniu. Na szczęście miałam obok dokumentalistę, który uwiecznił wszystko to, na co patrzyłam z otwartymi ustami :)

 Kapliczka zupełnie różna od tej z Księstwa Łowickiego.
 

Chałupy i zabudowania gospodarcze również.








Taki kredens chciałoby się mieć

A to jest uroczy piec na żelazka. Z boku drzwiczki, przez które dokładało się węgla, pośrodku komin, żelazka się grzeją. Niezły wynalazek :)

Widok ogólny

 Haftów tam jak na lekarstwo.

Ale warsztat tkacki można znaleźć.

Zdecydowanie polecam zwiedzenie tego miejsca, bo naprawdę warto.

sobota, 4 sierpnia 2012

Serwetka

Kilka postów temu, wspominałam, że przydałaby mi się maszyna do szycia. Szczególnie dotkliwie jej brak odczułam, gdy postanowiłam zmajstrować sobie serwetkę do koszyczka z chlebem. Najpierw musiałam podwinąć brzegi, potem jeszcze raz je podwinąć (len się bardzo strzępi) a po wyhaftowaniu niewielkiego wzoru (znów haft kujawski) jeszcze przyszyć koronkę. Maszyna zdecydowanie przyspieszyłaby pracę. Oto i serwetka:


Poniższe zdjęcie robione było w pośpiechu, więc koszyk nieco za mały a nieobecny w domu chleb musiałam zastąpić innym wypełniaczem :) Ale generalnie widać o co chodzi.


Marzy mi się maszyna do szycia. Niestety mam mocno okrojony budżet i zastanawiam się nad miniaturkami maszyn, które są w sprzedaży po zdecydowanie niższej cenie. Czy ktoś takiej używa i mógłby podzielić się doświadczeniami? Warto takie cudo sobie sprawić? Czy może lepiej poczekać, zaoszczędzić i kupić pełnowymiarową maszynę? Gdyby ktoś zechciał się podzielić opinią, to byłabym wdzięczna.

wtorek, 31 lipca 2012

Okrągło

Szanowni Czytacze! (legenda i statystyki twierdzą, że są tacy;) ) Mam zaszczyt zaprezentować pierwszy w moim wykonaniu woreczek z okrągłym dnem.  Wzór kwiatów zaczerpnięty z haftów kujawskich. Zielona część worka - będąca jednocześnie podszewką - to poszewka na jaśka wykopana gdzieś za 2 zł. Recykling u mnie idzie pełną parą (niekoniecznie z powodów ekologicznych - bardziej z ekonomicznych). Zszyty krzywo, co fantastycznie i zupełnie niezamierzenie obnażyłam na zdjęciu. Kolejny okrągły worek jest już na tamborku i będzie prosty ;)

wtorek, 17 lipca 2012

Krowy w moim życiu

Lubię krowy. Zarówno zwierzęta jak i element dekoratorski. Wychowałam się w mieście - mój blok rodzinny stoi na osiedlu znajdującym się na obrzeżach 30-tysięcznego miasta, ale gdy tam zamieszkaliśmy  - 24 lata temu -  osiedle wciąż się budowało, a obok niego znajdowały się łąki, na których wypasano krowy z pobliskich gospodarstw. Chodziłam tam na spacery z psem i zakolegowałam się z jedną z krów (tak, tak, słyszę jak to brzmi ;) ). Miała szorstki język i ucięty jeden róg.  Nazwałam ją Franią, chodziłam do niej na pogawędki i przynosiłam najlepsze trawy. To był początek mojej miłości do krów. Potem -  w czasie wakacji spędzanych u Babci po drugiej stronie tego samego miasta - chodziłam do pobliskiego gospodarstwa należącego do szkoły rolniczej,  "po mleko". Za każdym razem zachodziłam do chlewika i obowiązkowo do obory - przywitać się z krowami. Krowie sympatie zostały mi do dziś, choć mieszkam w jednym z największych polskich miast i rzadko widuję krowy na żywo. W moim telefonie muczy krowa, za każdym razem gdy przychodzi sms. 
Uwielbiam cukierki krówki (jarzębinowe rządzą :) ) 

zdjęcie znalezione w Internecie

a od jakiegoś czasu lubię mieć rzeczy użytkowe z motywem krowy. 


Na fali miłości do krów popełniłam sto lat temu taki obrazek. Rozważam zakupienie kwadratowej ramki i zawieszenie go na ścianie w sypialni.


Do kompletu jest jeszcze świnka, ale nie o świnkach jest ten post :)

sobota, 30 czerwca 2012

Znów worek

Po obrusowych mękach, rzuciłam sobie na warsztat kilka mniejszych robótek. Zakładka do książki, etui do torebki, jakiś chustecznik. Wszystko "po raz pierwszy" więc krzywe, koślawe i niedopracowane. No ale ponoć człowiek uczy się na błędach, wnioski wysnułam i następne egzemplarze powinny się nadawać już do pokazania :) Póki co, pokazuję lniany woreczek, który zrobiłam dla odprężenia. Wciąż walczę z cieniowaniem i haftem łowickim. Podszewką jest poszewka na jaśka, którą zakupiłam jakiś czas temu właśnie z myślą o workach. Coraz dotkliwiej odczuwam brak maszyny, szycie ręczne jest bardzo mozolne i dało mi w kość przy pracy, którą pokażę w jednym z kolejnych postów (o ile się z nią uporam).