niedziela, 13 stycznia 2013

TUSAL 2013 vol.1

Melduję się dziś ze słoiczkiem TUSALowym. Spóźniam się, bo w domu mam jubilata i przez dwa ostatnie dni świętowaliśmy, przez co zupełnie wyleciało mi z głowy sfotografowanie słoiczka. 1 01 uroczyście opróżniłam słoik i od tego czasu tyle się nazbierało. Na następnym zdjęciu słoik będzie już ubrany :)


poniedziałek, 19 listopada 2012

Znów worek i... chwalę się :)

Poniżej przedstawiam ostatni (dlaczego ostatni wyjaśnię za chwilę) worek, szyty ręcznie :) Jest to mój drugi woreczek z okrągłym dnem i zastosowałam zupełnie inne rozwiązania niż w  poprzednim . Inaczej wszyłam denko, inaczej połączyłam ze sobą materiały. Ciągle mi te woreczki nie wychodzą  tak jakbym chciała, ale zaryzykuję stwierdzenie, że posuwam się nieco naprzód. Len haftowany 
w łowickie bratki i szara powłoczka na poduszkę dały taki oto efekt:





Tak jak już napisałam - to ostatni worek szyty ręcznie. Od wczoraj mieszka u nas takie cudo:


Jest to Singer z 1927 r., należący kiedyś do mojej babci. Babcia wychodząc za mąż otrzymała maszynę w posagu, ale wykorzystywała ją w stopniu umiarkowanym - tylko do jakichś domowych przeróbek. Trzydzieści lat temu znalazł ją, na babcinym strychu, mój tata i za babci zgodą zabrał do domu, przywracając staremu rupieciowi (ktoś ją konserwował olejem jadalnym) życie. Najpierw maszyna stała w moim domu rodzinnym w stanie oryginalnym - z pięknymi nogami, blatem 
i pokrywą, a później - z braku miejsca - tata przerobił ją na maszynę elektryczną (z tyłu widać silnik) i wymienił piękne nogi na poręczne korytko.Maszyna jest teoretycznie bieliźniarska, a wytrzymała intensywne szycie skóry. Od 13 lat stała u rodziców nieużywana i wczoraj została mi wypożyczona :) Już robiłam pierwsze testy, dużo nauki przede mną, ale jestem dobrej myśli. Strasznie się cieszę, że mam maszynę z historią. Uwielbiam pamiątki rodzinne, jestem typowym zbieraczem bo "się przyda" lub "na pamiątkę" i śmieję się, że siadając do tej maszyny będę łączyła się z nieżyjącymi przodkami :) czyż ona nie jest urocza?


poniedziałek, 22 października 2012

Rocznicowa

Przedstawiam kolejną kartkę. Już takie były, tylko w innej kolorystyce i z innymi dodatkami.
Ta jest prezentem na drugą rocznicę ślubu moich nie-teściów :). Kolor zdjęcia dziwaczny, bo robione wczesnym niedzielnym porankiem. Próbowałam coś z tym zrobić, ale balans bieli poszedł się bujać...


Zaniedbałam okrutnie bloga, a i trochę robótki. Niby coś tam ścibolę tylko:
a) nie wychodzi tak jakbym chciała
b) nie mam mocy na wykończenie dzieła.
Jesień jest zachwycająca, ale dopadła mnie jakaś dziwna niemoc twórcza. Najchętniej siedziałabym gapiąc się na mgłę i drzewa. Nic mi się nie chce.

piątek, 14 września 2012

Kartka, stempelki i łowickie róże.

Zmajstrowałam kartkę. Do jej wykonania wykorzystałam jeden z własnych papierów, które pokazałam tutaj. Proces tworzenia takiej kartki trwa u mnie długo bo rzadko miewam pomysł zanim się zabiorę do roboty. Dopiero jak już zasiądę, rozłożę swoje szpargały i zaczynam na nie patrzeć, zaczyna się rodzić koncepcja. Moje kartki są bardzo proste. Chciałabym się nauczyć przede wszystkim robić wszystko równo i czysto, a mam problem z klejem. Nijak nie umiem przykleić wstążki tak, aby nie było widać kleju i aby nic nie odstawało na załamaniu wstążki. Czy ktoś mógłby wspomóc mnie podpowiedzią, jak kleić żeby było ładnie?



Podczas moich urlopowych wojaży, dotarłam do pewnej Biedronki w Stroniu Śląskim, w której znalazła takie oto stemple i postanowiłam przywieźć je, jako pamiątkę z Sudetów (oprócz robionego własnoręcznie albumu z podróży i kilogramów szyszek ;) ).Tylko czy będę umiała je wykorzystać do kartek?


Na koniec pochwalę się tym co mam na tamborku: typowo łowicki wzór - bukiet z trzech róż. Pierwszy raz haftuję róże i już się nie mogę doczekać efektu końcowego. Ciekawa jestem czy podołam.



niedziela, 2 września 2012

Kolejny skansen


Witajcie.  Obijałam się przez dwa tygodnie w Kotlinie Kłodzkiej, drepcząc, zwiedzając i z zapałem cykając zdjęcia. Mapa zaprowadziła mnie do Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Pstrążnej. Trafiłam tam na pół godziny przed jego zamknięciem, ale jako rasowa skansenomaniaczka, nie mogłam sobie odmówić przyjemności zwiedzenia go choćby w galopie. Skansen jest bardzo mały w porównaniu z prezentowanym przeze mnie skansenem łowickim  więc zdołałam go - co prawda nie tak dokładnie jak chciałam, ale jednak - obejrzeć .
Muzeum - Skansen powstało w 1984 r. jako oddział Muzeum Regionalnego w Wałbrzychu.
Wystawę stałą stanowią zabytkowe obiekty drewnianej architektury ludowej pogórza sudeckiego. Domy cieszą oczy nie tylko kunsztowną konstrukcją – dowodem mistrzostwa dawnych cieślów, ale i zachowanymi starymi meblami i sprzętami gospodarskimi z XVIII, XIX i początków XX w.
Muzeum - Skansen położony jest na rozległym stoku (od 515 do 590 m npm). Od strony zbocza zlokalizowana była kopalnia węgla kamiennego, obecnie nieczynna. Taką informację podano na stronie internetowej skansenu. Od siebie dodam, że klimat tam panuje bajkowy, pozwalający zupełnie  oderwać się od rzeczywistości i cywilizacji.  Poniżej fotorelacja - zdjęcia nie są mojego autorstwa. Tak się zagapiłam na wszystko co wokół, że zapomniałam o fotografowaniu. Na szczęście miałam obok dokumentalistę, który uwiecznił wszystko to, na co patrzyłam z otwartymi ustami :)

 Kapliczka zupełnie różna od tej z Księstwa Łowickiego.
 

Chałupy i zabudowania gospodarcze również.








Taki kredens chciałoby się mieć

A to jest uroczy piec na żelazka. Z boku drzwiczki, przez które dokładało się węgla, pośrodku komin, żelazka się grzeją. Niezły wynalazek :)

Widok ogólny

 Haftów tam jak na lekarstwo.

Ale warsztat tkacki można znaleźć.

Zdecydowanie polecam zwiedzenie tego miejsca, bo naprawdę warto.

sobota, 4 sierpnia 2012

Serwetka

Kilka postów temu, wspominałam, że przydałaby mi się maszyna do szycia. Szczególnie dotkliwie jej brak odczułam, gdy postanowiłam zmajstrować sobie serwetkę do koszyczka z chlebem. Najpierw musiałam podwinąć brzegi, potem jeszcze raz je podwinąć (len się bardzo strzępi) a po wyhaftowaniu niewielkiego wzoru (znów haft kujawski) jeszcze przyszyć koronkę. Maszyna zdecydowanie przyspieszyłaby pracę. Oto i serwetka:


Poniższe zdjęcie robione było w pośpiechu, więc koszyk nieco za mały a nieobecny w domu chleb musiałam zastąpić innym wypełniaczem :) Ale generalnie widać o co chodzi.


Marzy mi się maszyna do szycia. Niestety mam mocno okrojony budżet i zastanawiam się nad miniaturkami maszyn, które są w sprzedaży po zdecydowanie niższej cenie. Czy ktoś takiej używa i mógłby podzielić się doświadczeniami? Warto takie cudo sobie sprawić? Czy może lepiej poczekać, zaoszczędzić i kupić pełnowymiarową maszynę? Gdyby ktoś zechciał się podzielić opinią, to byłabym wdzięczna.

wtorek, 31 lipca 2012

Okrągło

Szanowni Czytacze! (legenda i statystyki twierdzą, że są tacy;) ) Mam zaszczyt zaprezentować pierwszy w moim wykonaniu woreczek z okrągłym dnem.  Wzór kwiatów zaczerpnięty z haftów kujawskich. Zielona część worka - będąca jednocześnie podszewką - to poszewka na jaśka wykopana gdzieś za 2 zł. Recykling u mnie idzie pełną parą (niekoniecznie z powodów ekologicznych - bardziej z ekonomicznych). Zszyty krzywo, co fantastycznie i zupełnie niezamierzenie obnażyłam na zdjęciu. Kolejny okrągły worek jest już na tamborku i będzie prosty ;)